– Wydrukowałem tysiąc egzemplarzy „Ukrytych terapii", wstawiłem paczki z nimi do garażu i chwyciłem się za głowę – wspomina Jerzy Zięba. – Zastanawiałem się: i co teraz? Kto to kupi?
Do napisania książki, która zrobiła zawrotną karierę, Jerzy Zięba – miłośnik naturoterapii, dyplomowany hipnoterapeuta, prezes kilku polskich firm, przez dwadzieścia lat mieszkaniec Australii, a obecnie Rzeszowa – przygotowywał się wiele lat. W tym czasie gościł jako prelegent na licznych odbywających się nie tylko w Polsce konferencjach, warsztatach, targach i wykładach dotyczących medycyny naturalnej. Po spotkaniach z nim słuchacze próbowali dowiedzieć się, czy o tym, o czym mówi, można gdzieś poczytać.

– Niestety, nie mogłem podać jednej zwartej pozycji, do której mógłbym się odwołać. A po każdym wykładzie byłem również zasypywany pytaniami, czy sam napisałem jakąś książkę. Dopytywali się o to ludzie umęczeni bezskutecznym leczeniem, albo zrezygnowani rodzice chorych dzieci. Musiałem z tym coś zrobić.

Tak powstały Ukryte terapie. Część 1, których kolejny już dodruk rozchwytują obecnie czytelnicy. Jak się okazało, z ich sprzedażą nie tylko nie było kłopotu, lecz przekroczyła ona najśmielsze oczekiwania. Ponieważ autor uruchomił stronę internetową, tom rozszedł się w mig.

Książka została napisana w nietypowy sposób – co kilkanaście, kilkadziesiąt zdań podawane są teksty źródłowe. Dzięki temu zabiegowi dosłownie biją po oczach.

Zrobiłem to specjalnie. – mówi Jerzy Zięba. – Kiedy czytam książki z dużą ilością odnośników w postaci cyferek, irytuje mnie konieczność otwierania stron z końca rozdziału i wyszukiwania pozycji, do której autor się odwołuje. W mojej książce wszystko jest WIDOCZNE NATYCHMIAST. Każdy może to sprawdzić.

Krótkie recepty na zdrowie

Lekarza ponoć nie należy pytać o ogólne zalecenia, ale o to, co zarekomendowałby swojej matce. Jerzy Zięba, który dzięki Ukrytym terapiom ma dziś, jak się wydaje, autorytet znacznie większy niż wielu utytułowanych przedstawicieli medycyny akademickiej, własnej 93-letniej mamie ordynuje dużą dawkę koenzymu Q-10, a do tego – 1000 mg L-Karnityny, która jest transporterem tłuszczu z przestrzeni komórkowej do mitochondriów. Starsza pani zażywa też oczywiście witaminę D3, K2-MK7 i witaminę A (w kroplach) oraz B-complex, a od czasu do czasu również kwas alfaliponowy (ALA).

Generalnie bierze mało leków, a koenzym Q zmniejszył jej nadciśnienie. – ocenia Jerzy Zięba. Po czym dodaje: – Stosowanie suplementów nie jest czymś naturalnym, ale w obecnych czasach trudno bez nich się obyć. Proszę natomiast zwrócić uwagę, że większość witamin, o których piszę, to po prostu podstawowe środki odżywcze.

Leki na nadciśnienie niosą za sobą bardzo poważne skutki uboczne. Podanie koenzymu Q i tokotrienoli (forma witaminy E) prowadzi z czasem do uregulowania się ciśnienia.

Kto o tym wie?- pyta retorycznie Jerzy Zięba i przytacza artykuły naukowe potwierdzające rzeczoną tezę.

Wspomina, że jego zainteresowanie tematami zdrowotnymi pogłębiło się i ugruntowało, kiedy przetłumaczył na polski doskonałą książkę na temat cholesterolu. Dowiedział się z niej, że jeśli poziom cholesterolu jest podwyższony, musi być jakaś tego przyczyna, która powoduje, że m.in. wątroba zaczyna przyśpieszać jego produkcję. Z pewnego powodu organizm domaga się większej ilości cholesterolu. Przyczyną najczęściej są stany zapalne, ale nie tylko. Inaczej mówiąc, wysoki poziom cholesterolu jest wskaźnikiem, że w organizmie dzieje się coś złego. Lekarze podają wówczas statyny. Jednak, obniżając w ten sposób poziom cholesterolu, zmniejszamy dostarczanie niezbędnych elementów budulcowych tkanek. Poza tym statyny obniżające poziom cholesterolu same w sobie nie są lekami obojętnymi, lecz kolejnymi toksynami, które powodują w organizmie następne problemy.

Niektóre badania dowodzą, że tokotrienole, czyli forma witaminy E, w znaczący sposób obniżają poziom cholesterolu, działając jednocześnie przeciwzapalnie, czyli na przyczynę tego stanu. Spowalniają też wzrost komórek nowotworowych, szczególnie tzw. delta-tokotrienol – twierdzi autor Ukrytych terapii.

Królowa witamin: witamina C

Niekwestionowaną królową witamin jest lewoskrętna witamina C, czyli ta występująca w owocach (kwas L-askorbiniowy). Zdaniem Zięby i przywoływanych przez niego licznych tekstów źródłowych, wiele istnień ludzkich zostałoby ocalonych, gdyby lekarze posiadali odpowiednią wiedzę na ten temat.

Zięba stawia prowokacyjne pytanie: Czy jest możliwe, by po zastosowaniu witaminy C osiągnąć znaczny skutek terapeutyczny w przypadku chorób zakaźnych, bakteryjnych, nowotworów, schizofrenii, chorób serca, miażdżycy itd.? I odpowiada: TAK!, co dokumentuje na kilkudziesięciu kartach swojej książki.

Stosowanie dużych dawek witaminy C jest znacznie mniej niebezpieczne, niż jakichkolwiek innych leków – podkreśla autor. Dzieje się tak, ponieważ witamina ta jest dla organizmu środkiem odżywczym, który w trakcie choroby toleruje nawet jej bardzo duże ilości. Aby zażegnać infekcję, zatrucie, czy inny nagły stan chorobowy, wystarczy regularnie co pół godziny podawać małe ilości lewoskrętnej witaminy C, najlepiej w formie proszku, który rozpuszczamy w wodzie (do 30-50 gramów na dobę!). Po przyjęciu pojedynczej dawki poziom witaminy C we krwi gwałtownie wzrasta, by po około godzinie osiągnąć swoją maksymalną wartość. Później jednak następuje bardzo szybko jej degradacja, gdyż po takich dawkach i stężeniu witaminy C we krwi półokres rozpadu wynosi 30 minut. W celu uzyskania pożądanego efektu terapeutycznego, odpowiednio wysokie stężenie witaminy C we krwi musi być utrzymane przez dłuższy czas.

Cała sztuka polega na tym – mówi Jerzy Zięba – by witaminę C zażywać w mniejszych dawkach, ale co pół godziny, godzinę. Przynosi to znaczne lepszy efekt niż ordynowanie jednorazowo dużej dawki.

Witamina C oczywiście ma o wiele szersze zastosowanie niż w przypadku infekcji czy zatruć. W swojej książce Jerzy Zięba szeroko omawia znaczenie tej witaminy (konkretnie wlewów dożylnych) w przypadku różnych rodzajów nowotworów (m.in. trzustki, nerek, kręgosłupa i in.) oraz wykorzystania jej łącznie z chemioterapią.

Reasumując: dziennie zdrowy człowiek potrzebuje 3-8 gramów (!) witaminy C, chory zaś o wiele więcej.

 

 
 
Joomla Extensions