Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /libraries/cms/application/cms.php on line 471

Owszem, należy umieć liczyć, ale i wiedzieć, CO się kupuje

Nawet wśród naszych wspaniałych Czytelników trafiają się zaprzysięgli malkontenci, którzy czują się nieswojo, jeśli się do czegoś nie przyczepią. Nim się jednak kogoś albo coś skrytykuje, warto zweryfikować posiadane informacje na dany temat. Łatwo bowiem Bogu ducha winnym osobom napsuć krwi, a jednocześnie podważyć własne kompetencje.

I tak pan T.Ł. napisał do nas w sprawie wywiadu z Ewą Gryt Konopie. Źródło zdrowia, fascynująca roślina z NŚ” 12/2016: – Publikacja ciekawa i bardzo potrzebna, ale wizyta na stronie internetowej General Hemp Marketing (www.dobrekonopie.pl) ostudza zachwyt. Otóż np. olej konopny, ekstrakt CBD 10%, 30 ml kosztuje 578,99 zł, a to prawie tyle samo, za ile można go uzyskać od Ministerstwa Zdrowia, składając odpowiednie podania. W dodatku taki olejek, ale w stężeniu 100% w ilości 60 ml, można nabyć w USA od ręki za 25 USD, a jest on 90% silniejszy. GRANDA NA MAKSA! I tu następują dalsze przeliczenia nietrzymające się kupy i świadczące o nieznajomości tematu.           

Czytelnik sugeruje nam też przygotowanie kolejnej publikacji z konkretnymi linkami do stron, gdzie ekstrakt oleju z konopi można tanio kupić. – Jest on bowiem prawdziwym cudem w terapiach rakowo-neuro-immunologicznych. Ratuje też często życie małym dzieciom – pisze.

Cóż, można z tym dyskutować, wyjaśniać lub uznać za bezzasadne krytykanctwo i odłożyć rzecz ad acta, jednak problem wcześniej był już podejmowany na forum internetowym, gdzie jakiś pan oburzał się w podobnym duchu i postanowił wyprodukować ów ekstrakt sam. Skądinąd chwała mu za to, że spróbował, podczas gdy wielu ogranicza się do bezpodstawnego krytykowania innych, ale...

Wspomniany produkt (o nazwie: Cannapol) miał być dowodem, że dobrą jakość można oferować za cenę o wiele niższą niż ustalona przez obecnych na rynku producentów. A co z tego wyszło?

Cannapolw największym opakowaniu 2000 mg CBD – kosztuje 530 zł.

Cannabigold: olejek o zbliżonym stężeniu (5%) – 125 zł za 10 g: jest tam 500 mg CBD (na stronie widnieje obrazek opakowania 25 g, ale kupić się go nie da). Rachunek okazuje się prosty: 2000 mg CBD za 125 x 4 = 500 zł.

Cannabis sativa: w ofercie 30 ml 5% olejku za 298,99 zł – jest tam 1140 mg CBD, co oznacza, że za 2000 mg trzeba zapłacić 298,99 / 1140 x 2000 = 524 zł.

Maxa Hempa przy takich porównaniach nie bierzemy pod uwagę, bo najniższe stężenie oferowane przez tę markę to 15%.

Oczywiście sam koszt grama CBD to jeszcze nie wszystko, gdyż ważne są tu inne elementy (np. co poza CBD znajduje się w produkcie), ale już na pierwszy rzut oka widać, że rewolucja raczej się nie udała.

Przede wszystkim jednak pan T.Ł. myli kilka spraw, wykazując niezrozumienie tematu.

Konopie siewne (Cannabis sativa) to co innego niż konopie indyjskie, których żeńskie kwiaty noszą nazwę marihuany. W Ministerstwie Zdrowia otrzymuje się pozwolenie na zakup w aptece na Zachodzie albo na eksport docelowy do polskiej apteki tzw. marihuany medycznej (w momencie kierowania niniejszego numeru do druku przepisy w tej mierze miały lada moment zostać zmienione /zliberalizowane/ w drodze nowej ustawy – przyp. red.). To preparat w postaci ściętego i wysuszonego kwiatu konopi indyjskich z dużą zawartością THC lub konopi siewnych także z dużą zawartością THC. Produkty General Hemp Marketing robione są z konopi siewnych z THC poniżej 0,2 %. Na takie uprawy raczej też trzeba mieć pozwolenia, a cała akcja trwa około 6 miesięcy od momentu złożenia podania.

Zebrany materiał w postaci kwiatów trzeba wypalić, albo zalać wrzątkiem i wypić, ewentualnie zrobić sobie masełko ziołowe lub upiec ciasteczka. Ale nie jest to ekstrakt, czyli, jak sama nazwa wskazuje, produkt zatężony 10-2-krotnie, który można łatwo dozować, i to w małych ilościach. Nawiasem mówiąc, taki ekstrakt z kwiatów konopi indyjskich, z podwyższonym THC, jest zakazany w sprzedaży na całym świecie. Czyli za podaną cenę mamy tylko surowiec, a nie gotowy produkt w postaci ekstraktu!

Kolejna sprawa to ekstrakcja metodą nadkrytyczną CO2. Do tego potrzebne są ekstraktory – potężne urządzenia, w przypadku których minimalny wkład oscyluje na poziomie 2000 kg. Nie chodzi jedynie o cenę surowca, ale również o wysoki koszt ekstrakcji, liczonej od 1 kg wsadu. Przeciętny producent musi więc zaciągnąć na taką operację kredyt.

Do tego dochodzi uprawa, jedna z najdroższych. Zbiór odbywa się za pomocą maszyn przeznaczonych do konopi (przystawka: 180 tys. EUR). Również kombajn musi być do tego dostosowany (koszt: 2, 5 mln PLN). Masa ścięta na polu jest 7-krotnie większej objętości, czyli 1 tona suszu to około 7 ton mokrych kwiatów, które w ciągu 30 minut zaczynają się parzyć i niszczeć. W celu sprawnego uporania się z taką biomasą firma General Hemp Marketing zbudowała specjalne suszarnie, które jeszcze na polu suszą kwiaty w niskiej temperaturze, by nie zniszczyć kannabinoidów.

Czy wyobrażają sobie Państwo całą tę logistykę, ilość osób zaangażowanych do zrealizowania takiego programu? To nie to samo, co zasiać jedną roślinkę w domu i sporządzić ekstrakt własnym sumptem. Tutaj paradoksalnie, do pewnego momentu oczywiście, okazuje się, że im większa produkcja, tym wyższe koszty. Cena zacznie spadać, gdy produkcja zwiększy się jeszcze kilkukrotnie. 

Ponadto kwiatostany konopi siewnych są 6-krotnie mniejsze niż konopi indyjskich, a więc potrzeba 6 razy więcej upraw, by osiągnąć ten sam efekt ilościowy. 

Trudno wypowiedzieć się na temat produktu, o jakim mówi Czytelnik, bo jego korespondencja nie zawiera żadnych konkretów. W USA, jak również w Europie, pokazały się preparaty na bazie syntetycznego CBD, które rzeczywiście biją ceną ekstrakty naturalne. Syntetyczne CBD ma skład chemiczny identyczny jak CBD naturalne, ale budową przestrzenną różni się na tyle, że nie jest odczytywane przez receptory endokannabinoidowe. A co najgorsze, blokuje ich działanie i powinno być surowo zabronione, ponieważ wyrządza szkody i stan zdrowia, zamiast się poprawiać, pogarsza się. Niestety prawie nie ma urządzeń, które mogą to wykryć, zwykły chromatograf tego nie widzi. (Ponadto podane na opakowaniu 10% to procentowa zawartość samego, czystego CBD w preparacie, na co jasno wskazują etykieta i opis). 

Pozostaje jeszcze kwestia kosztownego usuwania THC. Producent zubaża preparat o cenny kannabinoid. Prawem dopuszczone jest bowiem 0,2% THC w suszu kwiatów. Ten skomplikowany proces także rzutuje na cenę.

Kogo stać w naszym kraju na tak wspaniałą i kosztowną kurację?– pyta pan T.Ł. A przecież można wyhodować roślinki na balkonie (indoorowo nie polecamy, bo nie wytwarzają one terpenoidów - naturalnych nośników kannabinoidów w organizmie) i samodzielnie zrobić ekstrakcję. Co prawda nie metodą nadkrytyczną, lecz tradycyjną, tracąc wiele ze składników, jak np. ważne formy kwaśne. Wiele osób tak właśnie postępuje, a filmy ze szczegółowymi instrukcjami są dostępne w internecie.

Jeśli ktoś zatem uważa, że to takie proste i tanie, jest w stanie wdrożyć tę procedurę na własne potrzeby. Surowiec nabędzie nawet w General Hemp Marketing. Gdyby natomiast chciał podjąć produkcję na większą skalę, będzie musiał zatrudnić kilkanaście osób, którym trzeba zapłacić za pracę. Jeszcze później zainteresowanego czeka droga przez mękę, by załatwić formalności w GIS i przebić się z produktem na rynek. Przeprowadzać konsultacje ciężko chorych ludzi, których już nikt nie słucha i nie chce im pomóc. Nie spać po nocach zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze się doradziło. Spłacać ogromne kredyty. Ewentualnie kontynuować prace badawcze nad produkcją celulozy na cele papiernicze.

A.O.

 

 

 
 
Joomla Extensions