Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /libraries/cms/application/cms.php on line 471

Śledząc obecne tendencje „prozdrowotne”, nie sposób przejść obojętnie wobec propagandy przyjmowania suplementów diety. Z lektury niektórych artykułów, książek, ulotek na ten temat można wyciągnąć wniosek, że witaminy są panaceum na wszelkie dolegliwości. Wszyscy przecież mamy jakieś niedobory, które należy uzupełniać, a najprostszym sposobem w takim przypadku jest połknięcie tabletki. Ale czy rzeczywiście chcemy na całe życie uzależniać się od tabletek? I czy nie będziemy tego żałować?


Kinga Buczek, NŚ 6/2017

Tak jak i w wielu innych sprawach opinie są podzielone. Dlatego pragnę przedstawić własne stanowisko w odniesieniu do sygnalizowanego problemu.

Każdy niedobór składników odżywczych niesie za sobą określone niedomaganie. Ale czy rzeczywiście to niedobory są główną ich przyczyną? I czy rzeczywiście nie jest możliwe pokrycie owych niedoborów poprzez zastosowanie odpowiedniej diety?

Według doniesień z ostatnich lat jedyną drogą pozbycia się objawów związanych z niedoborami jest zażywanie suplementów diety. Osobiście w to wątpię, a tezie tej przeczy m.in. stale pogarszający się stan zdrowia ludności z krajów wysokouprzemysłowionych oraz wyniki badań naukowych, podważających niektóre głoszone w ostatnich latach „prawdy”.

Wszelkie informacje, dotyczące suplementów są na tyle sprzeczne, a moje osobiste doświadczenia na tyle niepokojące, iż uznałam za stosowne, aby podzielić się nimi z czytelnikami Nieznanego Świata. Moim celem nie jest przy tym negowanie czyichś racji, lecz zainicjowanie dyskusji dotyczącej problemu, z jakim obecnie się zmagamy. Pragnę przedstawić swoją osobistą refleksję na temat tej

absurdalnej i groźnej dla ludzkiego zdrowia, a nawet życia sytuacji.

Płyną bowiem do nas zewsząd, powtarzane przez rzesze ludzi niczym mantra, informacje o konieczności uzupełniania niedoborów, w tym głównie witamin i minerałów. Bo przecież każdy człowiek bez względu na to, czy zdaje sobie sprawę, za co te substancje odpowiadają, czy też nie, wie, że ich przyjmowanie poprawia stan zdrowia.

Niestety powszechnie znane ogólniki składają się na niewiedzę, z jaką borykają się miliony ludzi na całym świecie. Jest ona wykorzystywana w spotach reklamowych, sloganach marketingowych i w postaci not na opakowaniach produktów w celu przyciągnięcia jak największej liczby odbiorców.

Jak zaś się to odbywa? Otóż ludzie niedoinformowani, podążając za modą, starają się odżywić swój organizm poprzez faszerowanie go jak największą ilością witamin i minerałów. Osiągnięcie jak najlepszych wyników w jak najkrótszym czasie ma umożliwić zastosowanie mega-dawki specyfiku.

Wskutek takiego podejścia coraz częściej, zamiast stosować długotrwałe programy oczyszczające i regenerujące wyniszczony organizm, sięgamy po suplement diety, zapominając o cenionych przez stulecia prawdziwie naturalnych sposobach na zdrowie. Ba! Nawet osoby gardzące medycyną ortodoksyjną i stroniące od farmaceutyków, łykają garściami tabletki, tłumacząc się tym, że to przecież „witaminy”.

Czy nie widzicie, że apteczne półki uginają się pod suplementami diety? Że ten przemysł dosłownie zalewa rynek, z każdym rokiem odkrywając przed nami specyfiki coraz to doskonalsze, wyizolowane, superprzyswajalne, bardziej naturalne od samych roślin (bo te przecież zawierają chemiczne substancje) produkty?

Według magazynu Forbes, zainteresowanie suplementami diety jest widoczne od 3-4 lat. Ich rynek rozwija się bardzo dynamicznie: wzrost rzędu 20-30% każdego roku. W 2015 roku np. cały rynek suplementów diety osiągnął wg PMR (www.research-pmr.com/) szacunkową wartość ok. 2,5 miliarda zł, a około 60% z nich jest dystrybuowana poprzez sieci apteczne.1

Odrębną kwestią jest pochodzenie owych suplementów. Ze względu na nader ograniczone możliwości kontroli preparatów oferowanych w sklepach internetowych mogą być one podrabiane, zawierać substancje niezadeklarowane w składzie, czynne lub ich analogi używane w produkcji leków, a nawet substancje zakazane przez prawo, co może doprowadzić do groźnych dla zdrowia i życia następstw. Dodatkowo samo połknięcie tabletki nie gwarantuje nam, że zawarta w niej substancja zostanie przyswojona. Czy nie korzystniej byłoby zadbać o prawidłowe działanie jelit i całego układu pokarmowego tak, by substancje zawarte w żywności mogły ulec przyswojeniu, a suplementacja nie musiała być koniecznością?

Temat z pewnością jest trudny, a jego szczegółowe omówienie wymagałoby wielu odrębnych publikacji. Brak wystarczającej ilości miejsca sprawia, że musze skupić się jedynie na kilku głównych punktach, resztę pozostawiając dociekliwym umysłom. Będę przy tym powoływała się na osoby znane i cenione ze względu na swoją wiedzę, jak również wieloletnie doświadczenie, zarówno w Polsce, jak i na całym świecie oraz wyniki badań naukowych. Dodam również od razu, że nie jestem przeciwnikiem wszystkich preparatów określanych mianem „suplementów diety”. Mam tu na myśli m. in. wyciągi i oleje roślinne, sproszkowane algi, soki i inne produkty pozyskiwane z naturalnych źródeł. Moją uwagę przykuwają natomiast witaminy i minerały, których nasz organizm w tak ogromnej ilości, o jakiej ostatnio się mówi, nie potrzebuje i których suplementować się nie powinno, a przynajmniej nie w tak ogromnych ilościach, jakie w ostatnich latach bywają zalecane. Może to bowiem mieć odwrotny skutek od zamierzonego.

Na czoło wysuwają się tu zdecydowanie witamina C i D, których przede wszystkim ten artykuł dotyczy. Innymi, niebezpiecznie w sposób sztuczny suplementowanymi substancjami są: żelazo, magnez, wapń, selen, wszystkie witaminy rozpuszczalne w tłuszczach, witaminy z grupy B i wiele innych.

Na początek warto wyjaśnić,

dlaczego syntetyczne witaminy nigdy nie zastąpią występujących naturalnie.

Otóż owoce i warzywa, oprócz witamin i soli mineralnych, zawierają jeszcze przynajmniej dwadzieścia tysięcy innych związków fitochemicznych niezwykle istotnych w procesie ochrony zdrowia. Wszystkie one pomagają utrzymać równowagę komórkową. Wyselekcjonowanie jednego z nich i przyjęcie dodatkowo w zbyt dużej dawce może natomiast zaburzyć proces wchłaniania innych substancji.

Przeciążenie układu limfatycznego na poziomie ścian jelita zmniejsza zdolność rozróżniania związków dostarczanych z pożywienia, a – co za tym idzie – również ich przyswajalność przez układ krwionośny. Ponadto witaminy o działaniu przeciwutleniającym – A, C, E, które są niezwykle istotne chociażby w terapii antynowotworowej, powinny być dostarczane w odpowiednich dawkach wyłącznie z pożywieniem. Wręcz zabrania się korzystania z nich w postaci suplementów diety. Zostało to odpowiednio uargumentowane w raporcie dotyczącym odżywiania, sporządzonym przez Niemieckie Towarzystwo Żywienia w 1996 roku.2

Czasem zdarza się, że wyizolowany z rośliny związek jest bardzo nietrwały i w kontakcie z powietrzem czy enzymami dochodzi do jego utleniania lub rozkładu, co w konsekwencji znacząco obniża zawartość tego związku w proponowanym suplemencie. Dzieje się tak na przykład z resweratrolem, czy też kwasami omega-3.

Warto też przyjrzeć się kilku badaniom mającym na celu określenie wpływu dużych dawek konkretnych witamin na stan zdrowia ludzi. Pierwsze z nich przeprowadzono na grupie 18 314 palaczy (podwójna ślepa próba kontrolowana placebo), u których zdiagnozowano raka płuc, bądź chorobę sercowo-naczyniową. Przyjęli oni odpowiednio po 30 mg beta-karotenu i 25000 IU Retinolu na dzień. W grupie tej umieralność na raka płuc wzrosła o 28% w porównaniu z grupą przyjmującą placebo oraz o 17% wzrosła ilość zgonów z powodu chorób serca.

Badanie przerwano 21 miesięcy przed planowanym ukończeniem z powodu znacznego wzrostu śmiertelności z powodu raka płuc w grupie przyjmującej Retinol i beta-karoten. Wniosek jest prosty: suplementacja witaminą A może mieć negatywny wpływ na występowanie raka płuc i na ryzyko śmierci z powodu nowotworu płuc oraz choroby sercowo-naczyniowej.3

osuplemn

Kolejnemu badaniu poddano 29133 mężczyzn palaczy w wieku 50-69 lat (podwójna ślepa próba, randomizacja). Podzielono ich na cztery grupy: jedna przyjmowała alfa-tokoferol w ilości 50 mg/dzień, druga – beta-karoten (20 mg/dzień), trzecia obie witaminy, czwarta placebo.

Obserwacja trwała od pięciu do ośmiu lat. W tym czasie odnotowano 876 nowych przypadków raka płuc, przy czym ich zdecydowana większość wystąpiła u osób przyjmujących beta-karoten. Nie odnotowano żadnego pozytywnego wpływu alfa-tokoferolu na zdiagnozowanego raka płuc. Alfa-tokoferol zwiększył jednak umieralność z powodu udaru krwotocznego, a śmiertelność była o 8% wyższa w grupie otrzymującej beta-karoten, głównie z powodu raka płuc i choroby niedokrwiennej serca.

Wniosek nasuwa się ten sam: suplementacja witaminami A i E może mieć negatywne skutki dla zdrowia.4

Dodatkowo dobrze znanym faktem jest to, iż

kobiety w ciąży oraz dzieci nie powinny spożywać dużych ilości witaminy A.

Może to bowiem doprowadzić do deformacji płodu oraz nadmiernie obciążać wątrobę.

Jednym z najbardziej znanych antyoksydantów jest witamina C, przyjmowana ostatnio przez licznych zwolenników nawet w ilości kilku łyżeczek dziennie! Fakt ten nie dziwi, skoro naczytali się oni, że witaminy C nie można przedawkować, ponieważ jej nadmiar usuwany jest wraz z moczem, a wyznacznikiem nasycenia nią organizmu jest biegunka. Brak skutków ubocznych i szereg potencjalnie niesamowitych skutków mających stanowić efekt jej zażycia, skłania wiele osób do stałego przyjmowania witaminy C, często w dużych dawkach i – o zgrozo – podawania jej kobietom w ciąży oraz malutkim dzieciom!

Nie byłoby w tym nic złego, gdybyśmy spożywali produkty pochodzenia naturalnego, jak np. dziką różę, acerolę, kiszoną kapustę, paprykę czerwoną, natkę pietruszki i wiele innych, a nie wyizolowany z nich biały proszek. Ten tzw. kwas ascorbinowy (często dodatkowo nazywany L-ascorbinowym, co niby miałoby wskazywać na jego „lepsze” właściwości, choć podobno nie ma to większego znaczenia) jest syntetyczną formą naturalnie występującej w przyrodzie witaminy C, niejednokrotnie sprowadzaną z Chin, zatem produkowaną w niewiadomych warunkach.

Zwolennicy zażywania gotowych preparatów witaminowych nie zdają sobie zazwyczaj sprawy, że ta ich witamina C została odkryta w pomarańczy przez Szenta Gyoerkyia. Węgierski naukowiec, oprócz samej witaminy C, odkrył co najmniej jeden inny składnik zawarty w naturalnych produktach, który nazwał witaminą C2. Jak się bowiem okazuje, szkorbut, czyli jedna z głównych chorób, będących następstwem niedoboru witaminy C, może być leczona wyłącznie poprzez spożywanie bogatych w tę witaminę owoców i warzyw. Szkorbutu nie da się wyleczyć, przyjmując wyizolowaną formę witaminy C, nieposiadającą w swoim składzie innych ważnych związków, w tym witaminy C2.

Syntetyczna witamina C jest niebezpieczna m. in. dla kobiet w ciąży. Obserwacje, jakie przeprowadzono w USA, wyraźnie sugerowały, że osoby, które w jej trakcie zażywały suplementy witaminy C, rodziły dzieci z deficytem tej substancji, u których w późniejszym okresie rozwijał się właśnie szkorbut. Jak się bowiem okazało, inteligentny system obronny naszego organizmu, w reakcji na nadmierną suplementację jednego związku, uruchomił proces mający na celu usunięcie z ciała tej substancji. W rezultacie usuwał jej więcej, niż kobiety przyjmowały. Dzieci w łonie matek automatycznie przejmowały ten schemat postępowania, a po porodzie dochodziło u nich do ogromnych niedoborów witaminy C, co w rezultacie doprowadzało do choroby.

Wniosek nasuwa się sam:

gdy nagle odcinamy „dostawy” syntetycznej witaminy C, nasze ciała zaczynają cierpieć na jej skrajne niedobory.

Moje osobiste doświadczenia na polu eksperymentowania z suplementami diety dały podobne wyniki – po kilku miesiącach zażywania syntetycznej witaminy C doszło u mnie do wielu powikłań. Pierwsze zauważalne rezultaty jej przyjmowania były obiecujące – wydawało mi się, że mam więcej energii, a ilość popękanych naczynek uległa redukcji. Była to jednak cisza przed burzą. W krótkim bowiem czasie (licząc od momentu przyjęcia pierwszej dawki) zaczęły mi pękać naczynka w oczach. Tłumaczyłam to zmęczeniem i zwiększałam dawkę, dochodząc do zaledwie 2 gramów witaminy C dziennie (piszę „zaledwie”, bo z tego, co czytam, niektórzy przyjmują nawet kilka łyżeczek!). Dalsze objawy jednoznacznie świadczyły jednak o tym, że mój organizm nie działa prawidłowo. Dodam tu, że nigdy nie miałam żadnych oznak ze strony układu pokarmowego mogących wskazywać na nasycenie organizmu tą substancją.

Dlatego głoszenie teorii, jakoby wszystkie witaminy rozpuszczalne w wodzie, w tym witamina C, były nieszkodliwe, bo organizm z łatwością może wydalić ich nadmiar, jest wątpliwe.

Po tym, gdy postanowiłam z dnia na dzień odstawić suplementację witaminy C, doszło do odwapnienia zębów. W niektórych partiach stały się one przeźroczyste, a niektóre zaczęły się chwiać. Oczy były coraz bardziej przekrwione – i to już z samego rana, po przespanej nocy - a dodatkowo pojawił się żylak na nodze i bóle w okolicy części lędźwiowej kręgosłupa uniemożliwiające spokojne siedzenie. I choć od tamtej chwili minęło kilka miesięcy, nadal walczę o doprowadzenie swojego ciała do „normalnego” stanu.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że każdy organizm jest inny i być może nawet duże dawki tej substancji na pewien czas pomagają wielu osobom w podniesieniu jakości ich życia. Niemniej, dzięki moim osobistym doświadczeniom na tym polu, nie jestem w stanie przejść obojętnie wobec ryzyka, jakiego doświadczają tysiące ludzi, narażając samych siebie, a także swoje dzieci wyłącznie dlatego, że

uwierzyli w moc suplementów diety.

Wróćmy jednak do witaminy C. Andreas Moritz pisze, że duże jej dawki mogą niszczyć witaminę B12. Dodatkowo autor przytacza wyniki badań ogłoszonych przez Amerykański Dziennik Dietetyki Klinicznej z 2004 roku autorstwa m. in. dr. Davida R. Jacobsa Jr z Uniwersytetu w Minneapolis. Wynika z nich, iż przyjmowanie dużych dawek witaminy C przez kobiety w podeszłym wieku mające cukrzycę – w celu ochronienia serca – może prowadzić do wielu powikłań.

Podczas badania, w którym udział wzięło ponad 2000 kobiet po menopauzie od 15 lat chorujących na cukrzycę i przyjmujących - jak to określono - duże dawki witaminy C, rzędu 300 mg na dobę lub więcej (dla przypomnienia: niektórzy obecnie przyjmują dawki nawet kilku gramów dziennie), prawie dwa razy częściej umierały one na choroby serca lub udary mózgu w porównaniu z kobietami, które nie przyjmowały dodatkowo suplementu witaminy C. Co ciekawe, gdy źródłem jej dużych dawek była żywność, nie wiązało się to z ryzykiem zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych.5

Dr Jacobs zaleca swoim pacjentom przyjmowanie witaminy C wraz z pełnym zestawem składników odżywczych, których źródłem jest żywność, a nie w formie suplementu diety. Dodam, że sama spotkałam się z podobnym przypadkiem u kobiety w wieku dwudziestu paru lat. Jej problemem była niska odporność, a ponadto borykała się ona z chorobą Hashimoto i insulinoodpornością. W celu podniesienia odporności (dodam, że rzekomy wpływ witaminy C na podniesienie odporności organizmu nigdy nie został jednoznacznie stwierdzony) zdecydowała się na przyjmowanie witaminy C w dużych dawkach. Po dwóch dniach jej samopoczucie bardzo się pogorszyło, pojawiły się kolejno straszne (jak to opisuje) dreszcze, ból brzucha, biegunka i gorączka. W rezultacie pacjentka trafiła do szpitala, gdzie udzielono jej pomocy.

Wyczerpującym materiałem w kwestii wpływu zażywania syntetycznej witaminy C na ludzki organizm są wyniki wieloletnich badań, które zamieściła na swojej stronie internetowej klinika Mayo, będąca jedną z najbardziej wiarygodnych placówek medycznych w Stanach Zjednoczonych. Ze względu na brak możliwości opisania wszystkich dostępnych informacji na ten temat, namawiam czytelników do odwiedzenia strony internetowej Kliniki Mayo (http://www.mayoclinic.org/drugs-supplements/vitamin-c/safety/hrb-20060322) albo bloga profesora Michała Tombaka, który rezultaty tychże badań udostępnił w języku polskim.

Artykuł ukazał się w numerze 6/2017 NŚ. Czytaj część drugą

Czytaj: Polemika Marka Rymuszko & Anny Grabskiej-Walczuk, Anny Ostrzyckej, Piotra Derentowicza oraz Beaty Peszko z tezami Kingi Buczek


Przypisy:

  1. http://producentsuplementow.pl/wiedza-zwiazana-z-branza-spozywcza-i-farmacja/trendy/313-rynek-suplement%C3%B3w-diety-w-polsce-analiza-rynku.html
  2. M. Hamm, Stop dla raka. Lepiej zapobiegać, niż leczyć, Wyd. Esprit SC, Kraków 2010, s.64. O skutkach zażywania antyoksydantów w formie wyizolowanej pisał również Andreas Moritza w swojej książce, „Ponadczasowe tajemnice zdrowia i odmładzania”, s. 248-250, do której warto zajrzeć.
  3. N Engl J Med. 1996 May 2; 334(18):1150-5. Effects of a combination of beta carotene and vitamin A on lung cancer and cardiovascular disease. Omen GS., Good man GE., Thomquist MD., Balmes J., Cullen MR., Glass A., Keogh JP., Meyskens FL., Valanis B., Williams JH., Barnhart S., Hammar S.
  4. N Engl J Med., 1994 Apr 14; 330(15): 1029-35. The effect of vitamin E and beta carotene on the incidence of lung cancer and other cancers in male smokers. The Alpfa-Tocopherol, Beta Carotene Cancer Prevention Study Group
  5. Dokładny opis tego badania można odnaleźć tu: Lee DH, Folsom AR, Harnack L, Halliwell B, Jacobs DR, Jr. Does supplemental vitamin C increase cardiovascular disease risk in women with diabetes? Am J Clin Nutr 2004;80(5):1194-200 [w:] https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15531665

 

 
 
Joomla Extensions