Kontakt z Panem Wojtkiem Bożemskim – który nawiązałam po przeczytaniu publikacji w „” – był niezwykłym przeżyciem.

Przede wszystkim już po jego pierwszych słowach wydawało mi się, że od dawna go znam. Nie czułam skrępowania czy niepewności, która zawsze mi towarzyszy w czasie rozmów z nieznajomymi. Nie wiedziałam jednak, co mam mu powiedzieć w kwestii swoich kłopotów zdrowotnych, gdyż jest ich sporo i nie miałam pojęcia od czego zacząć. Jakby wyczuł wahanie, mówiąc że już widzi mój problem, ale potrzebuje jeszcze zdjęcia, aby mieć pewność.

Gdy zadzwonił ponownie, zadawał jedynie pytania i to takie, których nie postawiliby nawet moi przyjaciele - jakby czytał mi w duszy i znał bardzo dobrze wszelkie obawy. Pytał m.in. dlaczego w ogóle w siebie nie wierzę i nie uważam się za wartościową osobę. Czy wiem, kim jest mężczyzna, który sprawił, że jest we mnie tyle niepewności. Natychmiast zorientowałam się o kogo chodzi. Pan Wojtek zapytał, czy jestem w stanie wybaczyć temu człowiekowi. To było niezwykłe, ponieważ od jakiegoś czasu właśnie o tym myślałam i zastanawiałam się, jak to zrobić. Nie byłam pewna, czy rozmowa coś zmieni. Zapewne nic by z niej nie zrozumiał, tylko broniłby się, wykorzystując jako oręż agresję. Pan Wojtek, jakby czytał mi w myślach, bo zaznaczył, że chodzi tu o proces, który ma przebiegać we mnie, ale nie być połączony z akceptacją niewłaściwych zachowań i pozwalaniem sobie na wszystko. Dodał, że do tego jeszcze wrócimy, gdyż to BLOKUJE MI SERCE i jest powodem chorób.

W czasie kolejnych rozmów nie nawiązywaliśmy do tego wątku, bo nie było na to warunków. Powiedział, że nauczy mnie procesu WYBACZANIA, jak będzie więcej czasu. Polecił mi usiąść wygodnie, tak abym miała obie stopy na ziemi. Poczułam, jakbym miała na nogach ciężkie buty. Myślałam, że powodem jest siedzenie na krześle i ucisk kręgosłupa. Tymczasem terapeuta ucieszył się, bo podłączał mnie do energii Ziemi. Zaraz potem poczułam gorąco na głowie. Sądziłam, że to wynik nasilającego się bólu głowy i pleców, które miałam od wielu tygodni z bardzo krótkimi przerwami. Wtedy usłyszałam: – Zakładam pani czapkę energetyczną i przyłączam do ENERGII NIEBA. Po kilku minutach ciszy stwierdził z przekonaniem, że głowa i plecy już mnie nie bolą. Nie wierzyłam. Wstałam, przeszłam się, poruszałam głową i faktycznie ucisk minął, pozostało tylko uczucie gorąca. Wszystko trwało ok. 15 minut.

Następnego dnia miałam wizytę w szpitalu, o czym powiedziałam panu Wojtkowi.  Uznał, że jest to mi to w tym momencie niepotrzebne i nie powinnam tam zostać na badaniach. Od rana ból jednak wrócił. Siedziałam w izbie przyjęć i czekałam na badanie lekarskie. Około godz. 9.00 poczułam znowu gorąco na głowie, ból stał się znośny. Dwie godziny później zadzwonił pan Wojtek, prosząc abym tylko mówiła hmm... nikt nie musi bowiem wiedzieć o naszym kontakcie. Pytał, czy czuję "czapkę" na głowie. Czułam. Chciałam wiedzieć, czy coś „robił” przy mnie rano. Potwierdził. Po 5 minutach energetycznego przekazu ból osłabł.

W kolejnym dniu dowiedziałam się od p. Wojtka, że rezygnując z położenia się w szpitalu, pokrzyżowałam plan matrixu. Myśl ta nie została rozwinięta. Ale dokładnie wiedziałam, o co chodzi :-) Też tak to czułam. Ból głowy i pleców tego dnia minął bezpowrotnie.

W czasie popołudniowego spaceru nagle rozbolała mnie pięta, jakbym miała wbity gwóźdź. Tak mocno, że nie byłam w stanie chodzić. Każde stąpnięcie było katorgą, więc poruszałam się na palcach. Gdy siedziałam, nic się nie działo. W czasie rozmowy telefonicznej pan Wojtek kazał mi się na tym skupić i powiedział, że już nie boli. Wstałam, żeby zrobić próbę i okazało się, że tym razem stan się nie poprawił. Bioterapeuta lekko się zirytował, mówiąc, że muszę się bardziej skupić. Sytuacja się powtórzyła. Kazał czekać, aż energia zacznie działać, a ból mijać. Zadał mi pytanie, a raczej stwierdził, co dało mi wiele do myślenia: – Jaki to mężczyzna jest w Pani życiu, przed którym musi Pani chodzić na palcach? Nie oczekiwał odpowiedzi. Ale faktycznie ostatnie dni były dla mnie stresujące z powodu mojego przyjaciela. Napisałam do niego maila, w którym wyjaśniłam, co mnie gryzło, a nie chciałam mu tego mówić, żeby przypadkiem nie sprawić przykrości. Następnego dnia pięta bolała już mniej, choć nadal każde stąpnięcie powodowało duży dyskomfort, ale w mniejszym stopniu niż wcześniej. Po kolejnej dobie dolegliwości minęły całkowicie.

Potem nasz kontakt urwał się – choć wymienialiśmy się SMSami z okazji świąt. W sumie trwał 6 dni. Ból głowy i kręgosłupa wrócił po kilkunastu. Działanie pana Wojtka podobne jest do tabletki przeciwbólowej. Szkoda, że nie jest bardziej długofalowe. 

Napisałam do niego maila i faktycznie mam nadzieję, że uda mi się zawalczyć z przekonaniem, że komuś zawracam głowę swoimi problemami:-) Zawsze wydaje mi się, że jest więcej osób potrzebujących pomocy bardziej ode mnie. 

AG


Od redakcji: Autorkę relacji, opatrzonej przez nas, ze względu na bardzo osobisty charakter tego zapisu, jedynie inicjałami, dobrze znamy, gdyż jest od wielu lat zaprzyjaźniona, także zawodowo, z .


Chciałam bardzo podziękować redakcji Nieznanego Świata za artykuł dotyczący niezwykłych zdolności pana Wojciecha Bożemskiego.

Mam dzięki temu przyjemność korzystania z jego usług. Śmiało i z całym sercem mogę Go nazwać cudotwórcą.

Cierpię, a w zasadzie teraz już powinnam napisać w czasie przeszłym na stany depresyjne i po kilku jego zabiegach jest o wiele lepiej,

a jestem przekonana, że będzie jeszcze lepiej :). Jest człowiekiem bardzo ciepłym, oddanym, pełnym wyrozumiałości i poczucia humoru. Każdemu mogę polecić jego usługi.

Jeszcze raz bardzo dziękuję. Pozdrawiam serdecznie całą Redakcję Nieznanego Świata.

                                                                                                                        J.J.


wojboz

Przypominamy publikacje poświęcone Wojtkowi Bożemskiemu:

 

 
 
Joomla Extensions