Jest terapeutą nietypowym: nie ma gabinetu, nie wykonuje zabiegów doraźnie poprawiających samopoczucie. Motto Michała Fedosza brzmi: Chcesz być zdrowy, lecz się sam. A najlepiej po prostu nie chorować


Maria Rojek, 7/2017

Healer z Głuszyny koło Poznania uczy słuchaczy, jak zapobiegać chorobom, jak korzystać z energii i samodzielnie uwolnić się od dolegliwości. Proklamując zasadę jednego zdrowia, pojęciem tym obejmuje dobrostan gleby, roślin i zwierząt, a w końcu i człowieka: konsumenta najwyższego rzędu.

Kiedyś uprawiał masaż, uczył leczniczej gimnastyki chińskiej: Tai chi i Qigongu. Sam po mistrzowsku wykonuje systematycznie uzdrawiające ćwiczenia. Od 9 lat zajmuje się jednak przede wszystkim popularyzowaniem probiotyków: zespołów bakterii, które potrafią przywrócić zdrowie nie tylko ludziom, ale i całemu przyrodniczemu środowisku.

Na początku lat 90. ub. wieku Michał Fedosz podupadł na zdrowiu. Dopadła go poważna choroba kręgosłupa: dyskopatia i zmiany degeneracyjne. Lekarze proponowali ryzykowną operację. W przypadku niepowodzenia groził mu wózek inwalidzki. Taka perspektywa wymusiła poszukiwanie ratunku w medycynie alternatywnej.

W 1994 roku spotkał chińskiego mistrza uzdrawiającej gimnastyki chińskiej. Czang Feng Jun, choremu, osłabionemu mężczyźnie zalecił uprawianie Tai chi. Ta forma przeznaczonych dla wszystkich ćwiczeń stanowi zarazem styl walki. A po to, aby wojownik był niepokonany musi posiąść i siłę fizyczną i moc psychiczną. Siła zewnętrzna winna postępować w parze z wewnętrzną. Ćwiczenia są trudne: wymagają koncentracji, uaktywniają pamięć. Jeśli zawodnik skupi uwagę na oddechu, ruchy wykonuje niedokładnie. Z kolei z precyzją ruchu nie zawsze współgra rytm oddychania. Konsekwencjami blokowania oddechu są wzrost ciśnienia tętniczego i ból głowy.

Zalety Tai chi

Dzięki tej tradycyjnej gimnastyce leczniczej Michał Fedosz usprawnił i uleczył swój kręgosłup. Jednak, aby uzyskać pozytywne efekty, trzeba ćwiczyć pod okiem mistrza, który koryguje błędy ucznia. Tylko wykonany prawidłowo układ udrażnia kanały energetyczne, likwiduje blokady w przepływie energii, prowadzi do homeostazy, czyli stanu równowagi będącego synonimem zdrowia. Uczniowie, którzy nie zniechęcą się trudnościami, po 3-4 miesiącach praktyki pozbywają się dolegliwości. Niestety, wrodzone lenistwo sprawia, że niektórzy przerywają zajęcia i problemy zdrowotne wracają. Niewielu Polaków potrafi ćwiczyć systematycznie przez całe życie, tak jak to mają w zwyczaju robić Chińczycy.

Warto zdać sobie sprawę z tego, że tak modne ćwiczenia w siłowni, mimo iż bardzo obciążają organizm i wymagają wielkiego wysiłku, nie przynoszą takich efektów jak Tai chi. Proste ruchy wykonuje się tam machinalnie, bez udziału intelektu. Natomiast ćwiczenia chińskie wymagają koncentracji, toteż w pierwszym rzędzie leczą nerwice. Gdy trzeba się skupić na prawidłowym wykonywaniu ćwiczenia, gonitwa natrętnych myśli ustępuje.

fedosz

Michał Fedosz prezentuje układ Żurawia z Qigongu leczniczego

Ponadto mentalne zaangażowanie wielokrotnie podnosi efektywność ruchów, które, choć łagodne i płynne, przynoszą więcej pożytku niż działania siłowe. Koncentrując uwagę na chorych organach, można podczas zajęć wzmacniać je energetycznie.

Na trawniku przed swoim domem Michał Fedosz demonstruje pchanie ściany. Jeśli na to nieskomplikowane ćwiczenie poświęcimy 10 minut dziennie, pozbędziemy się dolegliwości układu pokarmowego. Z kolei unoszenie rąk (z wydechem), łączenie dłoni w trójkąt nad głową (w bezdechu) i opuszczenie rąk wzdłuż boków ciała (z wdechem) rozciąga górną część odcinka piersiowego kręgosłupa. Dysfunkcja z nim związana objawia się wypukłością u dołu szyi. Pomóc w tej kwestii nie potrafi żaden masażysta.

Nauka u Mistrza

Już w 1999 r. Michał Fedosz zdobył tytuł instruktora Tai chi, a rok później Czang Feng Jun zaprosił Polaka do Chin. Tam pod jego okiem opanował on Tai chi w stylu Yang – i doskonalił swoje umiejętności. Chiński Mistrz pokazał, jak podczas treningu ujawniają się problemy zdrowotne i wyjaśnił tajniki działań naprawczych podejmowanych przez organizm. W przerwach między zajęciami uczestnicy wykonywali dynamiczne, siłowe ćwiczenia sportowe.

Podczas prowadzenia kursu Mistrz nagle zachorował. Na swojego terapeutę wybrał właśnie Fedosza. Przez dwa tygodnie, na własnym ciele wprowadzał go w arkana masażu wschodniego, a po powrocie do kraju mój rozmówca poszerzał zdobyte umiejętności na rożnych kursach. Przez kilka lat wykonywał masaże lecznicze. Korzystali z nich często pracownicy służby zdrowia. Silne oddziaływanie prozdrowotne tych zabiegów było pochodną wysokiego poziomu energii terapeuty, który dzielił się nią ze wszystkimi potrzebującymi pomocy.

Warto zaznaczyć, że Michał Fedosz jest także współautorem terapii leczenia skolioz opartej na Tai chi, a praktykowanej przez dr Renatę Ślebodę na poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Także ortopedzi, którzy nie mogą uporać się ze schorzeniami kręgosłupa swoich dzieci, zapisują je na te zajęcia.

W stronę probiotyków

Bioterapia daje krótkotrwałe efekty lecznicze, podobnie jest z masażem. Aby przedłużyć jego oddziaływanie chory powinien systematycznie wykonywać ćwiczenia. Niestety, systematyczność, tak ważna również w pracy z energiami, nie jest naszą mocną stroną.

Aby nie zniechęcać słuchaczy o poglądach ortodoksyjnych Fedosz przekłada terminy chińskie na ich polskie odpowiedniki. Zamiast używać pojęć chi czy prana, mówi o tlenie albo ujemnie zjonizowanym powietrzu. Jednak wprowadzanie w świat energii ludzi, którzy jej nie czują, mija się z celem. A bez skupienia i uwrażliwienia odczuć jej nie można.

Dziewięć lat temu Michał Fedosz nawiązał kontakt z Instytutem Technologii Mikrobiologicznych w Turku. Zafascynowany możliwościami uzdrowicielskimi bakterii probiotycznych otworzył w swoim domu w Głuszynie Centrum Mikroorganizmów w Poznaniu. Propaguje hasło Dom bez chemii, choć obawia się że w dzisiejszych czasach pełne uniezależnienie się od produktów syntetycznych nie jest już możliwe. A przecież ludzkość przetrwała tysiąclecia używając naturalnych środków piorących. Wszak zmiękczające wodę saponiny zawiera nawet nasza popularna, kwitnąca na biało mydlnica, a orzechów piorących używa się do tej pory.

Eliminowanie chemii rozpoczął od swojego domu i ogrodu. W ciągu trzech lat przywrócił działce naturalną żyzność i zdrowotność.

Mechanizm powstawania chorób

Przetworzona, uboga w składniki odżywcze, skażona chemią, antybiotykami, hormonami i, co niezmiernie istotne, nie dostarczająca organizmowi witamin, minerałów i pożytecznych bakterii żywność nie sprzyja zachowaniu zdrowia i stanowi jedną z przyczyn chorób cywilizacyjnych.

Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę ze skutków, jakie niesie zubożenie flory bakteryjnej w jelitach. Bez pożytecznych mikroorganizmów nie jesteśmy w stanie strawić pożywienia. Kuracje antybiotykowe i zażywane leki chemiczne dziesiątkują pożyteczne drobnoustroje jelitowe. Ich miejsce zajmują grzyby i patogeny, które intensywnie się rozmnażają, nie dopuszczając do zasiedlenia jelit przez pożyteczne bakterie, Zaburzenie zaś składu flory jelitowej, złożonej z bakterii tlenowych i beztlenowych, powadzi do stanów zapalnych błony śluzowej.

Pierwszym objawem tej nieprawidłowości jest biegunka. Brak pożytecznych bakterii uniemożliwia trawienie i doprowadza często do nieszczelności jelita, w efekcie niestrawione resztki trafiają do krwiobiegu. Na związki te organizm reaguje jak na zagrożenie. Z krwią wędrują one do różnych organów, a w najsłabszym ich obecność wywołuje stan zapalny.

Jeśli lekarz zdiagnozuje np. zapalenie wątroby, przepisze taki specyfik chemiczny, który nadal będzie zubażał florę jelitową, a niestrawione resztki wywołają stany zapalne innych narządów. Terapia farmakologiczna nie przyniesie w tej sytuacji poprawy, gdyż nie usuwa przyczyny problemów. Chory do końca swoich dni jest skazany na leki przeciwzapalne.

Skóra jak brzoskwinka

Michał Fedosz widzi wyjście z tej sytuacji. Choremu trzeba podać bakterie probiotyczne, które przywrócą homeostazę flory jelitowej. W efekcie ustąpią dolegliwości, i to nie tylko trawienne. Gdy brakuje tych pożytecznych mikroorganizmów, zażywanie suplementów diety mija się z celem, gdyż nie zostaną przyswojone przez źle pracujący przewód pokarmowy i wydalone z organizmu.

Ucząc, jak samodzielnie odzyskać zdrowie, healer z Głuszyny od lat prowadzi cyklicznie wykłady dla seniorów w klubie Raszyn. Ich uczestnicy, korzystając z probiotyków, pozbywają się zaparć i alergii. Jedna z pań po miesięcznej kuracji znów mogła cieszyć się smakiem pomidorów, na które wcześniej była uczulona. Inna osoba w podobny sposób zwalczyła alergię na jabłka.

Dziadkowie, mający świadomość znaczenia bakterii probiotycznych, podają je swoim wnukom. Dzięki tej akcji wzrosła odporność maluchów w przedszkolu. Jedna z babć wyleczyła wnuka z atopowego zapalenia skóry, stosując na co dzień mydło probiotyczne. Lekarz-dermatolog, która od dłuższego czasu leczyła malca maściami i innymi farmaceutykami, efektem wspomnianej kuracji była zachwycona.

fedosz2

Tworzenie kuli energetycznej

– Jasiu, masz skórę jak brzoskwinka – powiedziała podczas jego wizyty w przychodni.

Pewnego popołudnia córka pana Michała zatelefonowała z wiadomością, że wnuczka znalazła się w szpitalu. Dziecko spuchło, miało fioletową skórę i wysoką temperaturę. Fedosz wsiadł wówczas do samochodu i ruszył na ratunek do ościennego kraju. Wieczorem podał dziewczynce jedną łyżeczkę probiotyku, a rano – drugą. Po obchodzie lekarskim dziecko zostało wypisane do domu.

Warto zaznaczyć, że po kuracji antybiotykowej nawet niewielkie dawki bakterii probiotycznych szybko przywracają zdrowie zarówno dzieciom jak i osobom dorosłym.

Pogromca smrodu

Takim mianem ochrzciła Michała Fedosza dyrekcja Targów Poznańskich, systematycznie korzystająca z jego usług. Po wystawie zwierząt hodowlanych nieprzyjemny zapach utrzymuje się w pawilonie nawet kilka miesięcy. A tu za parę dni trzeba otworzyć w tym obiekcie np. ekspozycję sprzętu medycznego. Wtedy do akcji wkracza terapeuta z Głuszyny z preparatami probiotycznymi. Kolejny wystawca nie domyśli się, jakie było wcześniejsze przeznaczenia pawilonu.

Odór związany z hodowlą zwierząt przeszkadza mieszkańcom sąsiednich posesji. To nie tylko kwestia dyskomfortu dla powonienia: siarkowodór, który wydzielają odchody zwierzęce, szkodzi zarówno ludziom jak i naszym braciom mniejszym. Wywołuje bowiem stany zapalne błon śluzowych i układu oddechowego, a także porażenie nerwów, zmniejsza przyrosty wagi i upośledza procesy rozrodcze. Dzięki preparatom probiotycznym blokującym gnicie odór zanika. Zwalczenie go nie pochłania wysokich sum. Niestety, gminni włodarze zazwyczaj nie są zainteresowani podniesieniem komfortu życia mieszkańców narażonych na przykre i szkodliwe zapachy. Natomiast wielkopolscy hodowcy koni korzystają z preparatów, oferowanych przez pana Michała, bo dzięki temu wzrasta dobrostan wierzchowców, które przestają cierpieć na grzybice i inne choroby. Ponadto w stajni giną muchy.

Probiotechnologia pomaga także psom i kotom. Pies, który dostawał probiotyk z wodą na kłopoty z trawieniem, również po zakończeniu kuracji domagał się wody wzbogaconej w lecznicze bakterie. Podawanie probiotyków brojlerom w dużych fermach wzmacnia odporność hodowanych ptaków. Nie muszą więc dostawać leków i antybiotyków. Dzięki temu jakość ich tusz jest porównywalna z mięsem kurczaków z wolnego wybiegu.

Ostatnimi laty jesteśmy świadkami wymierania pszczół. Takie choroby jak warroza czy zgnilec amerykański dziesiątkują pszczele rodziny. Niedawno skażoną zgnilcem pasiekę trzeba było spalić. Podanie pszczołom probiotyku zwiększa ich odporność na choroby. Środkiem spryskuje się ramki, ule wraz z pszczołami, albo podaje się go do poideł. Pożyteczne bakterie pomagają zwalczyć nawet zgnilca.

Zdrowie od podstaw

Michał Fedosz samodzielnie poszukuje przyczyn problemów zdrowotnych roślin, zwierząt i ludzi. Nie ulega bowiem wątpliwości, że wszystkie procesy są ze sobą powiązane. Wzrost roślin rolnik stymuluje sztucznymi nawozami, ale że organizmy roślinne są osłabione, trzeba je chronić środkami chemicznymi. Zwierzęta hodowlane otrzymując paszę marnej jakości chorują, stąd konieczność stosowania terapii farmakologicznych. W efekcie konsument otrzymuje mięso nafaszerowane chemią: antybiotykami, hormonami itp.

Źródła tych problemów pan Michał upatruje w zmianie sposobu uprawy gleby. W tradycyjnej agrotechnice rolnik użyźniał ziemię obornikiem. Dzięki temu była ona pulchna, bogata w próchnicę. Nawożenie mineralne i wapnowanie powodują, że traci gruzełkową strukturę, a, co gorsza, na głębokości 30-40 cm tworzy się tzw. podeszwa płużna. To zbita warstwa, nieprzepuszczalna dla wody i tak twarda, że nie są w stanie jej przebić korzenie roślin. Zmniejsza się zatem pojemność wodna gleby. Po większych opadach obserwujemy na polach podtopienia (bajora). Podeszwa sprawia, że deszczówka nie wsiąka w głąb ziemi. Rekultywacja (głęboka orka) pomaga tylko na chwilę, gdyż struktura gleby pozostaje nieprawidłowa.

Cóż się stało z obornikiem? – spyta dociekliwy czytelnik. Otóż nowoczesne stajnie przypominają obozy koncentracyjne dla krów. Zwierzęta stoją na betonie i dawno zapomniały o tym, że kiedyś ścielono im słomę. Za ściółkę służą im teraz własne odchody, wysuszone i wymieszane z wapnem. Nowoczesny farmer nie wygania krów na pastwisko, zamiast soczystej trawy serwuje im paszę. Nic więc dziwnego, że mleko zatraciło dawny smak.

fedosz5

Dyplom za zasługi w krzewieniu wiedzy z zakresu medycyny naturalnej przyznany Michałowi Fedoszowi przez Poznańskie Stowarzyszenie Terapii Naturalnych

Remedium dla zniszczonej gleby jest probiotechnologia. Zespoły bakterii probiotycznych trwale rozkładają podeszwę płużną i poprawiają strukturę ziemi ornej.

Rośliny rosnące na żyznej glebie nie wymagają dożywiania nawozami sztucznymi. Są też odporne na choroby, co eliminuje konieczność oprysków

Przy okazji warto sobie uzmysłowić, że rośliny modyfikowane genetycznie są odporne na bardzo wysokie dawki herbicydów (środków zwalczających chwasty) i fungicydów (środków przeciwgrzybiczych). Ich skażenie chemiczne jest dużo wyższe niż starych, tradycyjnych odmian. Rzepak, aby równo dojrzewał, tuż przed zbiorem jest opryskiwany bardzo szkodliwym pestycydem roundupem.

Michał Fedosz uczestniczy w Projekcie Rekultywacji Obszarów po Kopalniach w Zagłębiu Konińskim. Probiotyczne bakterie pozwalają przywrócić zniszczonej, jałowej glebie żyzność. Wysiewa się na niej konopie siewne, dające duży przyrost zielonej masy. Rośliny zostają zaorane, a probiotyczne bakterie przekształcają ich tkanki w żyzny humus (czarnoziem).

Mój rozmówca współpracuje też z poznańskim Uniwersytetem Przyrodniczym, z Instytutem Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich, Instytutem Ochrony Roślin, Ogrodem Botanicznym w Poznaniu, z Instytutem Gospodarki Żywnościowej i z Zarządem Ogródków Działkowych.

Zdrowie w twoich rękach

Michał Fedosz niestrudzenie doradza rolnikom, pszczelarzom, hodowcom królików i gołębi. Odwiedza szkoły rolnicze. Seniorów w klubach, uczestników majówki w Ogrodzie Botanicznym czy w Parku Wilsona w Poznaniu przekonuje, że nie muszą chorować. Każdy bowiem może czerpać z rezerwuaru energii, uzupełniając w ten sposób jej niedobór.

Wielkimi sprzymierzeńcami w przywracaniu zdrowia są maleńkie bakterie probiotyczne. Warzywa ze straganu czy mięso ze sklepu można wymoczyć przez godzinę w wodzie, do której dodajemy łyżkę probiotyku (na litr). Ten prosty zabieg sprawi, że pożyteczne bakterie zneutralizują azotany (pochodzące z nawozów) a także obecne w mięsie hormony i antybiotyki. Kurczaka można też skropić na noc probiotykiem.

Jesteśmy odpowiedzialni za swoje zdrowie. W każdym organizmie zachodzą procesy ozdrowieńcze. Trzeba je tylko umiejętnie stymulować, wspomóc zdrowienie dietą warzywno- owocową.

Buddyjska przypowieść głosi, że pomóc można w dwojaki sposób: albo poczęstować głodnego rybą, albo dać mu wędkę i nauczyć łowienia ryb. Większość terapeutów praktykuje pierwszy rodzaj niesienia pomocy. Michał Fedosz daje chorym narzędzia, dzięki którym sami uwolnią się od swoich dolegliwości.

fedkont

 

 
 
Powered by JS Network Solutions